* * *
Sześć morderstw. Widmo niewyjaśnionego pochodzenia, krążące przez miesiące po pokładzie. Eksplozja w dokach, zabijająca setki uczonych i techników.
Po czym cała ekspedycja zaginęła.
* * *
Nazywam się Yova Me’Shahta, jestem inspektorem w V Departamencie Śledczym Pionu Centralnego Policji Federalnej Federacji Gneo Zeleon. Otwieram ten log w związku ze zbliżaniem się naszego zgrupowania do układu Ghonoris w Drugim Wyłącznym Kierunku Eksploracji Republiki Gneo Zeleon…
Zwahał się na chwilę.
Zostałem mianowany Głównym Śledczym w rozpoznaniu konglomeratu śledztw, jakie zostało otwarte w naszym Departamencie w związku z zanikiem sygnałów od pozostawionych załóg ekspedycji Nha Kharma…
— Wyłącz nagrywanie — machnął ręką trochę teatralnie. — To kompletne brednie, skasuj to. Tak, na pewno.
Wstał z łóżka i spojrzał na ekran wypełniający całą najdłuższą ścianę jego kajuty. Parametry wyświetlane przez komputer w prawym dolnym rogu wyciszonego ekranu fotonowego pokazywały trzydzieści sześć godzin do wyjścia z nadprzestrzeni. Trzy wachty do punktu zero. To z pewnością oznaczało, że na pokładzie wszyscy skończyli już okolicznościowe imprezy, zamykające ten wyjątkowo długi i uciążliwy dla wszystkich skok. Zdążyli już pewnie wytrzeźwieć i zabrali się do ostatnich przygotowań. Wreszcie docierali do celu wyprawy.
Idealny moment, by się napić. Yova otworzył szafkę w ścianie i wyciągnął wymyślną butelkę z resztką pięknie tęczowego płynu. Postawił na biurku pierwszy z brzegu kubek z niebiesko-białymi insygniami Floty Federacyjnej i nalał sobie ostatnią porcję jego ulubionej hykki.
Osiem miesięcy i dwadzieścia cztery dni zanurzenia w wielowymiarowym ślizgu. Wypił pierwszy łyk a płyn zamienił swoją wielobarwną poświatę na całe spektrum doznań smakowych. Rok banalnych, codziennych czynności pokładowych, rok żmudnej analitycznej roboty na nieznośnie tym samym materiale. Okręt, zamknięty we własnej trzywymiarowej bańce szytej na miarę przez rdzeń, był szczelnie izolowany od jakichkolwiek sygnałów. Nic więc do ciebie tu nie przyjdzie, żaden nowy dowód, żadna poszlaka, żadna fizyczna informacja. Jesteś zamknięty z innymi poza normalnym, trzywymiarowym wszechświatem. Wziął drugi łyk.
Z drugiej strony to także rok, za który dostawał pełne uposażenie wraz z dodatkami specjalnymi za misję – wcale niemałymi, zwłaszcza w porównaniu z jego dotychczasowym pensum. Zasadniczo nie musiał wiele robić przez ten rok, poza przeczesaniem na wylot akt, niekończącymi się dyskusjami z pozostałymi członkami zespołu, no i może jeszcze szkoleniem kilku mniej doświadczonych oficerów. Poza tym duża swoboda, masa wolnego czasu. Nie czuł się przepracowany. Czuł się znużony, ale to było zupełnie coś nowego niż dotychczasowe wypalenie zawodowe, które, w karierze napadło go z bulwersującą systematycznością. A do tego miał jeszcze rok powrotu po robocie, na tych samych warunkach – nie wliczając, rzecz jasna, czasu jaki spędzą w samym układzie. Za wszystko należał mu się jeszcze dodatek ekspedycyjny w randze wyższego oficera – ostatecznie chyba nie powinien więc narzekać. Wypił kolejny łyk, zostawiając tylko niewielką tęczę na spodzie naczynia. Czuł się znużony? To chyba nawet coś więcej, coś jak wszechogarniające zmęczenie daną ci przestrzenią i czasem. Ich namacalną skończoności, w tych warunkach jeszcze wyraźniejszą. Nie, nie miał chyba już więcej siły wmawiać sobie, że jest dobrze.
Usiadł akurat przy biurku, gdy błysnął sygnał wiadomości. Od ostatniego miesiąca coraz częściej wyciszał łącza, więc kapitan musiał złapać go na awaryjnym kanale, zawsze uruchomionym. Komunikat był jasny: kapitan chciał go widzieć jeszcze przed oficjalną odprawą, najlepiej za godzinę. Yova odpowiedział. Formalnie przełożony, więc oczywiście stawi się. Ale tak naprawdę jego grupa śledcza jest poza ścisłą strukturą załogi okrętu i ma w zasadzie pełną swobodę. Pion Centralny Policji to nie przelewki, i wszyscy na okręcie przez cały ten przelęty skok jednoznacznie dawali mu to odczuć. Że jest tu w bardzo ważnym celu. Jasne, możemy się napić razem, zagrać w trykta, dwie nawet odważyły się z nim przespać, zanim wzięła go na pewien czas na wyłączność trzecia – tylko po to by sparzyć się najmocniej z nich wszystkich. Ale nadal, wszędzie dawano mu do zrozumienia jedno: on jest tutaj w bardzo ważnym celu. Jest od tego, aby to wszystko wyjaśnić. Postawić zarzuty. Winnych ukarać.
Nie jest też sam – to też mu dano jasno do zrozumienia. Jest jeszcze ta jędza z prokuratury wojskowej. I cały jej zespół, cichy i tajemniczy, przyklejony do grupy operacyjnej kontrwywiadu wojskowego, jakby byli jednym organizmem. Jego największym szczęściem podczas tej rocznej tułaczki był fakt, że ona też za nim niespecjalnie przepadała – dzieli ze sobą pokłady wyraźnie rzadziej niż z innymi członkami ekspedycji. Yova nie miał pojęcia, dlaczego budziła w nim tak wielką niechęć – była dobrą profesjonalistką, bystrą i szybką w działaniu. Służbistka, dokładna, zasadnicza i – niestety dla niego – wręcz do bólu jednowymiarowa. Akurat w niej musiało być coś prawdziwie odpychającego, nie z takimi wojskowymi zdarzało mu się już szczerze przyjaźnić. To chyba ten jej sposób podejścia do sprawy. Jakby chodziło w tym wszystkim o coś innego – nie o ludzi, nie o zaginionych, ale o jakąś rozgrywkę, pozycję w jakiejś wyższej strategicznej grze.
Był też oczywiście jeszcze cały jego zespół. Dobrą grupę zebrał – pochwalił sam siebie. Dograli się przez ten rok, pomimo, że na początku to była chaotyczna i nieskładna zbieranina obcych sobie ludzi. Ale teraz miał już do nich zaufanie. To znaczy musiał mieć, nie miał wyboru, więc po prostu się z tym pogodził. Nad tym wszystkim jeszcze buszował w wyższych algorytmach ich osobisty, niezawodny partner wysokiej sieci. Sprzężenie z osnową Częściowej Inteligencji, na jakie zdecydował sie nie tylko sam Yova, ale też pięciu członków jego zespołu powodowało, że miał szczególną sympatię do tego wszędobylskiego asystenta. Do tego stopnia, że teraz, gdy już minęły trzy dni od przesekwencjonowania go na partycje pomocnicze statku, a co za tym idzie wydzielenia go poza siecią ich zespołu, odczuwał już pustkę, jakby po dawno niewidzianym przyjacielu. Bsaheoh, bo o nim mowa, CI w randze starszego podinspektora policji bratał się za bardzo ze swoimi braćmi w algorytmie w CI-CC okrętu, a ci mieli teraz ważniejsze, nawigacyjne zadania przed sobą. Kapitan zadecydował więc o wyciszeniu go na pomocniczych partycjach na kilka dni. Bsaheoh sam o to wnioskował, bo miał ostatnio sporo halucynacji i zdiagnozował u siebie konieczność dogłębnego rebootu samoświadomości. Ale obiecał Yovie, że zaraz po tej specyficznej formie medytacji inteligencji wyższych sieci, przedstawi mu swoje nowe koncepcje na wyjaśnienie tożsamości tej dziwnej laborantki, którą widziano dwa razy w tym samym miejscu co Widmo. Zanim poderżnięto jej gardło.
Popatrzył na mieniący się wieloma kolorami płyn na dnie flotowego kubka. Sześć butelek. W tym trzy zostawione na czarną godzinę. Wydał na nie majątek, musiał ubiegać się o dodatkową zgodę na taką ilość osobistego alkoholu na pokładzie. Cieszył się jak dziecko. I nie zostało mu już nic.
Dobra, do roboty. Odkładał to już całe osiem miesięcy. Wychylił szklankę do dna.
— Włącz nagrywanie.
Nazywam się Yova Me’Shakta, jestem inspektorem w V Departamencie Śledczym Pionu Centralnego Policji Federalnej Federacji Gneo Zeleon. Zostałem wyznaczony Głównym Śledczym w rozpoznaniu sprawy o oznaczeniu DRc 1162-O – śledztwa, które zostało otwarte w naszym Departamencie w związku z zaniknięciem sygnałów od pozostałej przy życiu części załogi ekspedycji prowadzonej przez Okręt Dalekiego Rozpoznania Planetologicznego, FSS Nha Kharma, znak burtowy GCV-11, jaka została wysłana do systemu Ghonoris przed dwoma laty. Obecnie brak jest jakichkolwiek przesłanek, czy doszło do dokonania czynu zabronionego o charakterze terrorystycznym, ale w związku z niepokojącymi raportami z wcześniejszego okresu wywoływania tej jednostki, które rodziły podejrzenie dokonania szeregu czynów zabronionych, w tym co najmniej sześciu morderstw dokonanych przez członków załogi oraz kilkunastu innych niewyjaśnionych incydentów jeszcze przed ostatecznym zaniknięciem sygnału pozycyjnego okrętu, V Departament desygnował mnie do przeprowadzenia śledztwa.
Zarówno ja jak i dowodzona przeze mnie Grupa Śledcza Specjalnego Przeznaczenia Numer Czterdzieści Trzy w składzie dwudziestu osób oraz dedykowanej SI, została zaokrętowana na siostrzany dla utraconej jednostki, okręt FSS Nha Mharthma, który stanowi okręt dowodzenia sześciookrętowej grupy ratunkowej wystawionej przez Federację. W związku z uzyskaniem kontynuanty specjalnej przez Pierwszego Nenuchoma Federacji, Grupa 43 uzyskała autonomię niezależnego Pionu Dowodzenia względem dowództwa operacji. Naszym zadaniem jest natychmiastowe zabezpieczenie możliwych dowodów uprawdopodobniających dokonanie czynów zabronionych prawem federacyjnym oraz wykonanie czynności śledczych na miejscu wraz z zatrzymaniem podejrzanych. W związku z zanikiem wszystkich sygnałów nawigacyjnych przez całą ekspedycję, Grupa została desygnowana do rozpoznania, czy nie doszło do popełnienia czynów zabronionych o charakterze terrorystycznym. Z tego też tytułu korzystamy, na mocy tej samej kontynuanty specjalnej z uprawnień do pracy w, wystawionej również w ramach niniejszej ekspedycji, komisji śledczej Federacyjnego Biura Astronautyki. W miarę swoich możliwości Grupa ma również obowiązek uczestniczyć w czynnościach ratunkowych ekspedycji.
Okręty naszego zgrupowania podążają w ślad za wysłanymi w pierwszej dobie po uzyskaniu alarmowych raportów z systemu Ghonoris, dwoma Autonomicznymi Jednostkami Ratunkowymi Kosmosu Głębokiego, AFSS Thurma i AFSS Gheuthe, obydwie wyposażone w wysokoprofilowane Częściowe Inteligencje i podwójnie zabezpieczane na ataki tożsamościowe, ze względu na dotychczasową aktywność Drugiego Renegata.
Pomimo podjętej niemal natychmiast decyzji o uruchomieniu procedury alarmowego wyjścia jednostek ratunkowych, oba autonomy wykonywały skoki nadprzestrzenne z miejsc ich ówczesnej dyslokacji, to jest systemów Gha Besalis oraz Tharth Mhomath, a więc baz znacznie dalszych od miejsca naszego zgrupowania na Lliansimi – w związku z czym ich oczekiwane wyjście z nadprzestrzeni miało odbyć się dopiero przed trzema tygodniami czasu uniwersalnego. Oczywiście, pozostając w wielowymiarowym zanurzeniu, nie mamy informacji o ich działaniach po wyjściu z nadprzestrzeni.
Zgrupowanie zadaniowe zostało powiększone o dodatkowe okręty osłony ze względu na nieznany charakter zaistniałych wydarzeń, bardzo duże oddalenie układu Ghonoris od baz macierzystych oraz możliwe operowanie jednostek wrogich. Ostatecznie więc składa się ono, poza okrętem matką, z dwóch fregat wielozadaniowych FSS Theneas i FSS Dhu Gharmah oraz korwet: rozpoznania taktycznego szczebla układu FSS Hirtheme, ogniowej FSS Besaoth oraz desantowej FSS Yhesrieh. Jest to więc, najsilniej uzbrojona znana mi ekspedycja ratunkowa w historii Federacji.
Niniejszy log stanowi załącznik do formalnego raportu, zgodnie z ustępem 13k dyrektywy wykonawczej Połączonych Departamentów Śledczych Terytoriów Zewnętrznych Federacji i będzie jednocześnie, w swym założeniu, stanowił zbiór osobistych, bieżących przemyśleń Głównego Śledczego powstałych w toku rozwoju śledztwa, celem poddania ich następnie wtórnej analizie kognitywnej. Dlatego też…
Zawahał się. Wykonał gest wstrzymujący nagrywanie.
— … dlatego też będę musiał wylewać tutaj w tej niepoważnej formie wszystkie moje emocjocnalne żale i osobiste wynurzenia, tylko po to by ktoś później mógł mi grzebać wtórnie w śledztwie i poddawać mnie, i pozostałych członków ekspedycji, neurokognistywistycznym inspekcjom…
Wykonał jakiś nieokreślony gest rezygnacji. Wznowił nagrywanie.
… dlatego też, będę starał się zawierać w niniejszych logach dodatkowe spostrzeżenia, wymykające się protokolarnym wymaganiom obowiązującym Grupę 43.
Zamknął log gestem ręki i usiadł na łóżku. Nie był zadowolony z tej ósmej już chyba próby. Nie potrafił pisać dzienników, przyzwyczajony był raczej do suchych raportów, emocje zostawiał dla siebie. A miewał ich w nadmiarze, nawet ze szkodą dla służby. Poza tym, jak tu opisać co czuje? Jak w ogóle ująć taką emocję? Cała ekspedycja zniknęła. Gigantyczny okręt, jednostki pomocnicze, setki ludzi – i nie ma nawet cienia przypuszczenia co się mogło stać.
Wyrzucił na ekran projekcję układu planetarnego Ghonoris. Piękne, zdrowe słonce ciągu głównego, typ widmowy F, po prostu wzorowo. Pięć planet, wszystkie na niskich eskcentrycznościach, trzy gazowe giganty na doskonałych pozycjach do wymiatania wszystkich intruzów, a resztki z narodzin układu ładnie uporządkowane w dwóch stabilnych pasach asteroid – do tego szeroka i ciepła ekosfera z aż dwoma planetami typu macierzystego. W tym jedna, nabrzmiała życiem nadmacierz. Ghonoris właściwa.
Układ idealny.
Tylko tak daleko od jakiejkolwiek cywilizacji.
131 lat świetlnych od samej Lliansimi – ostatecznego dotychczas limesu Federacji, ostatniej twierdzy przed pustką. Przypomniał sobie swoje pierwsze wrażenia, gdy przyleciał przed czterema laty do tego systemu – czuł się jakby stawał nad jakąś krawędzią znanego mu świata, jakby na końcu mapy. Jakby kosmos przed nim był czarniejszy niż znane mu systemy za jego plecami. A teraz leciał w tą otchłań.
W ogóle cały Wyłączny Kierunek imponował swoimi rozmiarami. Setki sześciennych lat świetlnych znajdujące się za ostatnimi rubieżami Federacji, ale rozdzielone od innych Pustką Thasema, rzadkim w słońca obszarem, który zatrzymał naturalną, spokojną ekspansję cywilizacji. Kika uboższych systemów nie skłaniało do dalszych poszukiwań. Do tego oddzielony od Obszaru Centralnego dwoma przestrzeniami: Pustką Kha’Naharsim i Pustką Zewnętrzną, idealnie wręcz wydzielony kawałek tortu z gwiazdami dla całej Fedracji. Nic, tylko kolonizować. Ale Gneo Zeleon miała ważniejsze sprawy na głowie przez ostatnie kilkanaście lat – Kryzys Trzynastu Planet, wojna domowa na Thau i nowe nasilone ataki Drugiego Renegata. Jak dodasz do tego załamanie demograficzne i eksodus na Pierścien, to nie da się nie przyznać, że i tak udało się Trzem Siostrom wyjść z tego cało.
Dopiero niedawno Federacja Gneo Zeleon wyszła z marazmu -=[konsekwencji tych wszystkich wydarzeń. Wyszła i to z nie małym impetem. Odkurzyła dawne ustalenia na Forum, przypomniała postanowienia IV Protokołu Wykonawczego do traktatu Vherh-II, formułującego nadrzędną rolę Gneo Zeleon nad jakimikolwiek działaniami eksploracyjnymi na, tak zwanym, Drugim Wyłącznym Kierunku Eksploracji. Nasz rząd federacyjny nadał mu może trochę przesadną nazwę, a uprawnienia Federacji zinterpretował wyjątkowo rozszerzająco, ale ostatecznie podjęto wreszcie jakieś działania, a protesty innych uczestników Forum szybko przycichły. Budowa floty planetologów klasy Nha Kharmy, przywilije ekonomiczne i nowe dyrektywy kolonizacyjne. Coś drgnęło, jakaś nowa energia rozeszła się po zfederowanych układach. Nieśmiali koloniści zaczęli przekraczać Pustkę Thasema lekkimi skokami, gdzieś tam postawiono bazy przeładunkowe, powstały pierwsze miasta, kilku korporacyjnych gigantów postawiło swoje wysunięte rafinerie. Ale cały czas tuż obok Lliansimi. Ostatnia Rubież – jak ją nazywali na Trzech Siostrach – nie chciała się oddalać od domu, chciała być blisko. Czyli nie stanowiła jeszcze domu dla swoich mieszkańców.
Dopiero ustanowiony pięć lat temu Federacyjny Program Kolonizacyjny zakładał uruchomienie eksploracji na wielką skalę na poziomie rządowym. Nowa fala kolonizacji, jak ochrzciły ją media. Sześćset autonomicznych sond wysłanych w ciągu niespełna dwóch lat. I aż piętnaście z nich wycelowano w Ghonoris. Niezwykły układ, niezwykła planeta – wielka, doskonale podobna do Macierzy, bogata biosfera. Planeta idealna, która mogła stanowić przeciwwagę dla Pierścienia. Zaraz po pierwszych telemetriach od autonomów, poszła decyzja o pełnoskalowej ekspedycji. Desygnowano Nha Kharmę, pierwszy okręt typu, flagowy dla floty siedmiu planetologiczych gigantów. Powiozła ze sobą 294 osoby, w tym wielu cenionych planetologów, astrobiologów i specjalistów innych dziedzin – było ich na Kharmie tak wielu, że przezwano ich Latającym Uniwersytetem Nha Kharma. Wielka feta przed wylotem, okręt na nowo doposażony w centralnych stoczniach systemu, przeleciał przez kilkanaście układów Federacji – oczywiście oficjalnie po to, by pozbierać uczonych z wielu instytucji, ale panstwo zrobiło sobie przy okazji wielką paradę i pokaz swojej potęgi. Wielkie święto nadchodzącej nowej ery – po czym okręt zanurzył się w wielowymiarową ciszę.
I zniknął.